Site Overlay

Bieg z widelcem przez płotki

No rzesz kurna.

Miałem okazję coś takiego widzieć. Rodzice postanowili, że jest pora obiadu. Tuż obok znajdował się plac zabaw. Rodzice siedzieli przy stole, kiedy dziecko postanowiło się bawić. Wszystko jakieś 15 metrów od siebie. Rodzice w knajpie, dziecko na placu, wszyscy jedzą… Wszyscy – dziecko też.

Najpierw bieg ojca z widelcem. Osłania widelec ręką (żeby nie wystygło chyba) z nadzianym jedzonkiem. Mówi:
– Zjedz kochanie, może przyjdziesz do nas?

Dziecko owszem zjadło i olewka. Włazi sobie do domku na placu.

Za 5 minut biegnie matka. Też osłania cenny kęs.

– Masz tu skarbie. Skarb pochłania i się bawi.

Runda 3 – Ojciec.

Szaleńczy bieg. Chroni strawę od wystygnięcia. Brawo.
– Przyjdź do nas, zjedz z nami…
I ucieka. Dziecko pochłonęło i się bawi.

Moje pytanie – czy tak to powinno wyglądać? Wg mnie jedzenie to jedzenie – przy stole, siedzimy, jemy i później idziemy się bawić.

Ostatnio byliśmy w knajpce. Kelnerka jak nas zobaczyła przyniosła ‚stolikowce zestawy zabawowe dla dzieci’ – kredki, bloczki do rysowania, układanki.

Pięknie.

Dzieci się bawiły, zaczęły sobie wyrywać (byliśmy ze znajomymi) i awatura. Jak wniesiono talerze schowaliśmy zabawki. Nie było siły, żeby dzieci jadły i się bawiły. Powiedzieliśmy, że jemy a zabawa po jedzeniu. Dzieci zjadły i poleciały się bawić.

Jestem zdania, że jedzenie to jedzenie, zabawa zabawą a oglądanie filmów to zupełnie inna historia.
Jeśli się mylę, to poprawcie mnie.

O i tyle. Zapraszam na blog z poradami dla taty i mamy.