Site Overlay

Roczne dziecko jest uzależnione… od TV.

Właśnie zastanawiałem się nad wpisem Basi Mam dość telewizji…, kiedy uderzyło mnie, że w naszym bliskim otoczeniu jest mały, roczny chłopak, który uzależniony jest od TV.

No ok, nie tyle konkretnie od telewizji, co od oglądania jakiegoś obrazu ‚byle by coś tam latało’. Nie jest w stanie wysiedzieć, bo musi oglądać. Kiedy nie ogląda zaczyna się AWANTI. Mój znajomy telewizję nazywa ‚elektronicznym pastuchem’. Coś w tym jest.

Zastanawiam się jak na miłość boską, można uzależnić dziecko od TV? Okazuje się, że jest to dość łatwe. Bajka w telewizorze czy na komputerze jest świetna, żeby zająć na chwilę dziecko i w tym czasie zrobić coś pożytecznego. Dodatkowo np. popularne kiedyś fajne (za naszych czasów) dobranocki były uwieńczeniem dnia i sygnałem, że później jest tylko ‚siusiu, paciorek i spać’.

Wszystko ok byle z umiarem. Podobna jest pewnie geneza i tego konkretnego przypadku. Chęć zajęcia dziecka przez chwilę. Dodatkowo dochodzi aspekt ‚wychowawczy’, pobudzony eksplozją edukacyjnych filmów dla dzieci w każdym wieku, wydawanych masowo na DVD.
Np. poradnik dla bąbli typu ‚Nauka kolorów dla niemowlaka na przykładzie pływającej rybki, Vol. 3′.

Znalazłem ciekawy artykuł, w którym Amerykańskie Stowarzyszenie Pediatrów uważa, że telewizja dla dzieci poniżej 2 roku życia jest niewskazana ze względu na jej niekorzystny wpływ na rozwój mózgu u tak małych dzieci.

Twierdzą oni między innymi, że:

Pierwsze 2 lata życia są szczególnie istotne dla rozwoju mózgu dziecka. W tym czasie dzieci potrzebują pozytywnej interakcji z innymi dziećmi i dorosłymi. Zbyt duża ilość telewizji może mieć negatywny wpływ na wczesny rozwój ich mózgu. Jest to szczególnie ważne w młodszym wieku, kiedy nauka rozmawiania i bawienia się z innymi jest tak ważna.

W wyniku badań na temat wpływu telewizji na bardzo małe dzieci, Amerykańska Akademia Pediatrii (AAP) nie zaleca telewizji dla dzieci w wieku poniżej 2 lat. Dla dzieci starszych, Akademia zaleca nie więcej niż 1 do 2 godzin dziennie programów edukacyjnych i bez przemocy.

Nie trzeba być jakąkolwiek akademią czy stowarzyszeniem, żeby zgodzić się z takimi tezami. Unikam też popadania w skrajności. Bajki zwyczajnie przydają się nam rodzicom, żeby móc wyrwać kilka chwil dla siebie lub zwyczajnie w spokoju móc się umyć.
Ale nie można czynić z nich wielogodzinnego pastucha tylko dlatego, że jesteśmy leniwi. Polecam też ten poradnik dla mam.